Wszyscy ze znużeniem spojrzeliśmy się na jego uśmiechniętą od ucha do ucha twarz.
Mimo, że świetnie uczył i rozumiał nas bardzo dobrze, uważał siebie za niewiadomo kogo.
Chociaż, nie tylko on tak sądził. Rodzice zawsze upominali mnie, jak go przezywałam kiedy byłam zdenerwowana, że jest to wspaniały ninja, i na pewno nauczy mnie jak być dobrą kunoichi.
- Akio-sensei! Wiemy, że jest Pan świetnym shinobi, ale czy musimy akurat w Pana? Możemy np. w Kazekage? – zapytała Asuka.
Akio zaśmiał się wesoło, i podrapał się w tył głowy.
- Możecie, lecz ja tak naprawdę bym wolał, jakbyście zamienili się we mnie. – wyszczerzył się.
Skinęliśmy głowami z niechęcią. Stanęłam dokładnie przed nim, żeby wykonać jutsu i zdać egzamin.
Z przerażeniem uświadomiłam sobie, że nie potrafię Henge no jutsu. Jak na złość, akurat to musiało pojawić się na egzaminie.
Akio spojrzał się na mnie z uśmiechem, i wyjął ze stosu kart, kartę z moim imieniem i nazwiskiem.
Wspaniale wiedział, że nie radzę sobie z tym, więc dlaczego nie mógł wymyślić czegoś innego? Wiem, że to brzmi trochę niesprawiedliwie, bo na pewno jest ktoś w tej sali, kto nie potrafi tego, w czym ja jestem świetna.
- Dobrze, zaczynaj. – nakazał.
Zrobiłam lekki rozkrok, i skupiłam się na wykonywaniu pieczęci rękoma. Poczułam jak po czole spływają mi kropelki potu.
Jednak po chwili, poczułam się tak jakby pewniejsza siebie, i byłam pewna, że mi się uda.
Usłyszałam za sobą głośne kichnięcie. No i oczywiście tyle wystarczyło, żeby mnie rozproszyć.
-„Cholera!”- przeklęłam w myślach. Mimowolnie opuściłam ręce.
Akio spojrzał się na mnie ze zdziwieniem.
- No hej, Aminako… Dlaczego nic nie robisz? – zapytał.
Jednak ja nic nie powiedziałam. Ponownie złożyłam ręce jak do modlitwy, i zaczęłam wykonywać najróżniejsze znaki.
Ciągle sobie powtarzałam w myślach:” Uda się! Uda się! Aminako, jesteś silna! Należysz do klanu Akira, więc powinno Ci się udać!”.
Przypomniałam sobie słowa ojca, z naszej dzisiejszej rozmowy. Nie miałam zamiaru go rozczarować. W końcu byłam jego jedyną córką, i jedynym spadkobiercą całego bogactwa jakie posiada mój klan.
Bym ich wszystkich zawiodła, jakbym wróciła dzisiaj do domu ze spuszczoną głową i kartką o nie zdanym egzaminie.
Już widzę, minę ojca i zatroskaną twarz matki, próbującą jakoś go uspokoić.
No i oczywiście, jak wrócę do domu z tą beznadziejną informacją, nici z poznania i nauczenia się nowego jutsu.
-„Eh! Dlaczego to tylko mnie spotyka?” – pomyślałam.
- Henge no jutsu! – krzyknęłam. Po chwili dookoła mnie pojawiła się chmara dymu, która zwiastuje wykonanie techniki.
Uśmiechnęłam się pod nosem, lecz jak ujrzałam twarz i zrezygnowaną minę Akio, uśmiech z mojej twarzy zniknął, prawie tak szybko, jak się pojawił.
- Przepraszam, Ami… Nie zdałaś.
Te słowa zawisły w powietrzu jak mgła. Miałam wrażenie, że cały świat dookoła mnie się zawalił.
- Przykro mi. – powiedział Akio, wyjmując moją kartę i odkładając ją.
- To było do przewidzenia! – krzyknęła z podekscytowaniem Asuka. – To było pewne, że jej się nie uda.
- Ami, mam nadzieję… - zaczął Akio, ale nie skończył, bo ja już pędem wybiegłam z sali.
Biegłam przed siebie, nie patrząc na drogę. Czułam jak łzy pieczą mnie w oczy.
Nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam. Nie zdałam? Ale jak to możliwe? Ja, jako córka najwybitniejszych ninja w całej wiosce, należąca do prześwietnego klanu Akira, mogłam nie zdać?
Jeszcze dzisiaj rano bym powiedziała, że jest to niemożliwe. Ale jednak, nie byłam na tyle dobra, żeby zdać tak błahy egzamin.
Nie miałam ochoty wracać teraz do domu. Nie chciałam widzieć zawiedzionej miny ojca. Postanowiłam, że trochę opóźnię się z powrotem, i pójdę na plac zabaw.
Usiadłam na huśtawce, i spoglądałam w dół. Łzy kapały mi po policzkach, i odznaczały się na piasku.
Po chwili ujrzałam jakiś cień nadciągający do miejsca, w którym siedziałam. Podniosłam lekko głowę, i spojrzałam w tamtym kierunku.
- Ami, widzę, że nie masz zamiaru przyznać się ojcu do porażki, mam rację? – zapytał Akio, siadając obok mnie, na wolnej huśtawce.
Skoro on tu jest, egzamin musiał się już skończyć. Ponownie spojrzałam się w piasek, zapatrując się w punkt, w który przed chwilą, spadła moja łza.
- Może Cię to zdziwi, może nie ale… prawie połowa uczniów, nie zdała. – powiedział.
Znowu uniosłam głowę, spoglądając na niego z zaciekawieniem.
- Widocznie to nie był jeszcze czas by zdawać.
- A… Asuka? Udało jej się? – zapytałam, z nadzieją, że odpowie:” Nie”.
- Hehe, widzę, że nie potrafisz przeżyć bez tej informacji. – zaśmiał się. – No niestety, zdała.
No nie, teraz to miałam ochotę pójść i utopić się w najbliższej rzece. Jeśli ona zdała, a według rodziców, należała do słabszego klanu, to kim ja do jasnej cholery jestem?!
Widocznie, to nie zależy od tego do jakiego klanu się należy. Jaka ja byłam głupia, że sądziłam, że dzięki mojemu pochodzeniu, uda mi się wykonać wszystko.
- Ami, tu nie chodzi o to, do jakiego klanu się należy. – powiedział Akio, wpatrując się w niebo. – Tu przede wszystkim chodzi o wiarę w swoje umiejętności. Jeśli tego nie posiadamy, nie damy rady być shinobi. Ja się wychowywałem na tych zasadach, i nie żałuję. Wierzę, że jak zaczniesz solidny trening, wszystko w życiu Ci się powiedzie.
- Ale… sensei… Co z tego jak będę trenować jeśli nigdy nie stanę się nawet geninem?! – krzyknęłam, ocierając rękoma łzy, które nadpływały w coraz większych ilościach.
Akio spojrzał się na mnie, po czym na jego twarzy zagościł lekki uśmiech.
- Ami… wiesz… To jest trochę niezgodne z zasadami, ale ja, jako nauczyciel, mam prawo dać Ci jeszcze jedną szansę. – powiedział.
- Jeszcze jedną szansę? Co to oznacza? – zapytałam, z nadzieją w głosie.
- Możesz jeszcze raz podejść do egzaminu. – odpowiedział, zamykając oczy.
Byłam pewna, że w tej samej chwili, w której ja się rzuciłam mu do ramion, pomyślał o tym, że jest takim jakby „bohaterem” bo wyratował swoją podopieczną z opresji, a co najważniejsze, z załamania.
- Dziękuję, Akio-sensei! Jest Pan wielki! – uścisnęłam go najmocniej jak potrafiłam.
- Ale chwilka, nie ekscytuj się tak! Jest jedna zasada… Musisz trenować dzień w dzień w pocie czoła, a ja Ci w tym pomogę. – powiedział.
Uśmiechnęłam się od ucha do ucha, i przytaknęłam z ochotą.
Akio zszedł z huśtawki, i skierował się do wyjścia z placu zabaw. Przy wyjściu stanął, i odwrócił się.
- W takim razie do jutra. – powiedział i odszedł.
- Tak, Akio-sensei! – krzyknęłam do jego sylwetki, która z każdą minutą się oddalała.
Zabrałam jedzenie, które zostawiłam na ławce, i też poszłam do domu, posiadając nadzieję, że rodzice, a zwłaszcza ojciec nie będą na mnie wściekli.
A jak będą, miałam zamiar ich wszystkie kazania przyjąć na klatę jak prawdziwa kunoichi.
Kiedy mijałam sklepy, które mijam codziennie, widziałam spojrzenia, jakie rzucali w moją stronę miejscowi.
- Czy to ta, która nie zdała? – słyszałam szept jakiejś kobiety.
- Masz rację, ale nie tylko ona nie zdała. Ponoć połowa klasy Akio nie poradziła sobie z egzaminem.
- Ale przecież ona należy do tego sławnego klanu Akira, co nie? Przywódcy nie będą zadowoleni… - odpowiedziała jej.
- Hm, może i tak… W każdym razie, Akio powinien poczekać z tym testem do następnego roku, zdecydowanie są za młodzi, żeby zdawać.
Druga kobieta spojrzała się jeszcze raz na mnie ukradkiem.
- Nie sądzę. Z opowiadań Akio była zdolną uczennicą, więc byłam pewna, że egzamin jej się powiedzie… No w końcu należy do klanu Akira. O ile pamiętam, wszyscy z stamtąd pozdawali te wszystkie testy w wieku 8 lat. – westchnęła. – Jej ojciec był już chuuninem w wieku 13.
A więc to tak. Teraz cała wioska jest ze mnie niezadowolona. Ale co ja się im dziwię. Też bym się na ich miejscu po jedynej spadkobierczyni ich przywódców, spodziewała czegoś niesamowitego.
Z niechęcią zdałam sobie sprawę, że powoli moje oczy zapełniają się łzami, gotowymi lada chwila wypłynąć na zewnątrz.
Pobiegłam ile sił w nogach w kierunku domu, zostawiając plotkujące kobiety daleko w tyle.
Biegnąc, potknęłam się o wystający kamień, i moje prawe kolano, z minutą czasu pokryło się gęstą i czerwoną krwią.
- A niech to! Jeszcze tego brakowało! – zaklęłam pod nosem, siadając na zimnej ziemi.
Wyjęłam z torby bandaż, i owinęłam delikatnie wokół zgięcia. Przeklęłam, kiedy przez przypadek zahaczyłam o ranę.
-„No pięknie! Jak mogłam w ogóle sądzić, że będę ninja? Jeśli potykam się o własne nogi?!”- pomyślałam.
Kiedy dotarłam do domu, zdjęłam buty przed wejściem, i weszłam do kuchni.
Matka stała przy zlewie, i podśpiewywała sobie jakąś piosenkę pod nosem.
Na samym początku w ogóle mnie nie zauważała. Dopiero kiedy popukałam lekko w krawędź drzwi, odwróciła się z uśmiechem.
- O, kochanie, widzę że już wróciłaś. – podeszła do mnie. – I jak Ci poszło? I dlaczego to tak długo trwało?
Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, usłyszałam jakieś głosy w kuchni, i odgłos otwieranych drzwi.
- Skarbie, Ami już wróciła? Nie wiem czy to prawda, ale na mieście mówili, że ponoć nie zdała… Chciałem spytać się Akio, ale szkoła była już zamknięta. – zakrzyknął, po czym wszedł do pokoju.
Matka spojrzała się na mnie ze zdziwionym wyrazem twarzy, i po chwili przeniosła wzrok na ojca.
- Ami, to prawda? – zapytała się mnie.
Nic nie odpowiedziałam. W moich oczach pojawiły się łzy, i miałam ochotę uciec jak najdalej.
- Powiedz, proszę, że to nieprawda! – krzyknął ojciec, zamykając drzwi.
- Teuchi! Nie tak gwałtownie! – matka krzyknęła w jego stronę.
Ojciec bez słowa, usiadł przy stole, a mama podała mu do ręki kubek z kawą.
--------------------------------------
PS. czekam na Wasze opinie :) jeśli macie jakieś zastrzeżenia to piszcie! ;p
Mimo, że świetnie uczył i rozumiał nas bardzo dobrze, uważał siebie za niewiadomo kogo.
Chociaż, nie tylko on tak sądził. Rodzice zawsze upominali mnie, jak go przezywałam kiedy byłam zdenerwowana, że jest to wspaniały ninja, i na pewno nauczy mnie jak być dobrą kunoichi.
- Akio-sensei! Wiemy, że jest Pan świetnym shinobi, ale czy musimy akurat w Pana? Możemy np. w Kazekage? – zapytała Asuka.
Akio zaśmiał się wesoło, i podrapał się w tył głowy.
- Możecie, lecz ja tak naprawdę bym wolał, jakbyście zamienili się we mnie. – wyszczerzył się.
Skinęliśmy głowami z niechęcią. Stanęłam dokładnie przed nim, żeby wykonać jutsu i zdać egzamin.
Z przerażeniem uświadomiłam sobie, że nie potrafię Henge no jutsu. Jak na złość, akurat to musiało pojawić się na egzaminie.
Akio spojrzał się na mnie z uśmiechem, i wyjął ze stosu kart, kartę z moim imieniem i nazwiskiem.
Wspaniale wiedział, że nie radzę sobie z tym, więc dlaczego nie mógł wymyślić czegoś innego? Wiem, że to brzmi trochę niesprawiedliwie, bo na pewno jest ktoś w tej sali, kto nie potrafi tego, w czym ja jestem świetna.
- Dobrze, zaczynaj. – nakazał.
Zrobiłam lekki rozkrok, i skupiłam się na wykonywaniu pieczęci rękoma. Poczułam jak po czole spływają mi kropelki potu.
Jednak po chwili, poczułam się tak jakby pewniejsza siebie, i byłam pewna, że mi się uda.
Usłyszałam za sobą głośne kichnięcie. No i oczywiście tyle wystarczyło, żeby mnie rozproszyć.
-„Cholera!”- przeklęłam w myślach. Mimowolnie opuściłam ręce.
Akio spojrzał się na mnie ze zdziwieniem.
- No hej, Aminako… Dlaczego nic nie robisz? – zapytał.
Jednak ja nic nie powiedziałam. Ponownie złożyłam ręce jak do modlitwy, i zaczęłam wykonywać najróżniejsze znaki.
Ciągle sobie powtarzałam w myślach:” Uda się! Uda się! Aminako, jesteś silna! Należysz do klanu Akira, więc powinno Ci się udać!”.
Przypomniałam sobie słowa ojca, z naszej dzisiejszej rozmowy. Nie miałam zamiaru go rozczarować. W końcu byłam jego jedyną córką, i jedynym spadkobiercą całego bogactwa jakie posiada mój klan.
Bym ich wszystkich zawiodła, jakbym wróciła dzisiaj do domu ze spuszczoną głową i kartką o nie zdanym egzaminie.
Już widzę, minę ojca i zatroskaną twarz matki, próbującą jakoś go uspokoić.
No i oczywiście, jak wrócę do domu z tą beznadziejną informacją, nici z poznania i nauczenia się nowego jutsu.
-„Eh! Dlaczego to tylko mnie spotyka?” – pomyślałam.
- Henge no jutsu! – krzyknęłam. Po chwili dookoła mnie pojawiła się chmara dymu, która zwiastuje wykonanie techniki.
Uśmiechnęłam się pod nosem, lecz jak ujrzałam twarz i zrezygnowaną minę Akio, uśmiech z mojej twarzy zniknął, prawie tak szybko, jak się pojawił.
- Przepraszam, Ami… Nie zdałaś.
Te słowa zawisły w powietrzu jak mgła. Miałam wrażenie, że cały świat dookoła mnie się zawalił.
- Przykro mi. – powiedział Akio, wyjmując moją kartę i odkładając ją.
- To było do przewidzenia! – krzyknęła z podekscytowaniem Asuka. – To było pewne, że jej się nie uda.
- Ami, mam nadzieję… - zaczął Akio, ale nie skończył, bo ja już pędem wybiegłam z sali.
Biegłam przed siebie, nie patrząc na drogę. Czułam jak łzy pieczą mnie w oczy.
Nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam. Nie zdałam? Ale jak to możliwe? Ja, jako córka najwybitniejszych ninja w całej wiosce, należąca do prześwietnego klanu Akira, mogłam nie zdać?
Jeszcze dzisiaj rano bym powiedziała, że jest to niemożliwe. Ale jednak, nie byłam na tyle dobra, żeby zdać tak błahy egzamin.
Nie miałam ochoty wracać teraz do domu. Nie chciałam widzieć zawiedzionej miny ojca. Postanowiłam, że trochę opóźnię się z powrotem, i pójdę na plac zabaw.
Usiadłam na huśtawce, i spoglądałam w dół. Łzy kapały mi po policzkach, i odznaczały się na piasku.
Po chwili ujrzałam jakiś cień nadciągający do miejsca, w którym siedziałam. Podniosłam lekko głowę, i spojrzałam w tamtym kierunku.
- Ami, widzę, że nie masz zamiaru przyznać się ojcu do porażki, mam rację? – zapytał Akio, siadając obok mnie, na wolnej huśtawce.
Skoro on tu jest, egzamin musiał się już skończyć. Ponownie spojrzałam się w piasek, zapatrując się w punkt, w który przed chwilą, spadła moja łza.
- Może Cię to zdziwi, może nie ale… prawie połowa uczniów, nie zdała. – powiedział.
Znowu uniosłam głowę, spoglądając na niego z zaciekawieniem.
- Widocznie to nie był jeszcze czas by zdawać.
- A… Asuka? Udało jej się? – zapytałam, z nadzieją, że odpowie:” Nie”.
- Hehe, widzę, że nie potrafisz przeżyć bez tej informacji. – zaśmiał się. – No niestety, zdała.
No nie, teraz to miałam ochotę pójść i utopić się w najbliższej rzece. Jeśli ona zdała, a według rodziców, należała do słabszego klanu, to kim ja do jasnej cholery jestem?!
Widocznie, to nie zależy od tego do jakiego klanu się należy. Jaka ja byłam głupia, że sądziłam, że dzięki mojemu pochodzeniu, uda mi się wykonać wszystko.
- Ami, tu nie chodzi o to, do jakiego klanu się należy. – powiedział Akio, wpatrując się w niebo. – Tu przede wszystkim chodzi o wiarę w swoje umiejętności. Jeśli tego nie posiadamy, nie damy rady być shinobi. Ja się wychowywałem na tych zasadach, i nie żałuję. Wierzę, że jak zaczniesz solidny trening, wszystko w życiu Ci się powiedzie.
- Ale… sensei… Co z tego jak będę trenować jeśli nigdy nie stanę się nawet geninem?! – krzyknęłam, ocierając rękoma łzy, które nadpływały w coraz większych ilościach.
Akio spojrzał się na mnie, po czym na jego twarzy zagościł lekki uśmiech.
- Ami… wiesz… To jest trochę niezgodne z zasadami, ale ja, jako nauczyciel, mam prawo dać Ci jeszcze jedną szansę. – powiedział.
- Jeszcze jedną szansę? Co to oznacza? – zapytałam, z nadzieją w głosie.
- Możesz jeszcze raz podejść do egzaminu. – odpowiedział, zamykając oczy.
Byłam pewna, że w tej samej chwili, w której ja się rzuciłam mu do ramion, pomyślał o tym, że jest takim jakby „bohaterem” bo wyratował swoją podopieczną z opresji, a co najważniejsze, z załamania.
- Dziękuję, Akio-sensei! Jest Pan wielki! – uścisnęłam go najmocniej jak potrafiłam.
- Ale chwilka, nie ekscytuj się tak! Jest jedna zasada… Musisz trenować dzień w dzień w pocie czoła, a ja Ci w tym pomogę. – powiedział.
Uśmiechnęłam się od ucha do ucha, i przytaknęłam z ochotą.
Akio zszedł z huśtawki, i skierował się do wyjścia z placu zabaw. Przy wyjściu stanął, i odwrócił się.
- W takim razie do jutra. – powiedział i odszedł.
- Tak, Akio-sensei! – krzyknęłam do jego sylwetki, która z każdą minutą się oddalała.
Zabrałam jedzenie, które zostawiłam na ławce, i też poszłam do domu, posiadając nadzieję, że rodzice, a zwłaszcza ojciec nie będą na mnie wściekli.
A jak będą, miałam zamiar ich wszystkie kazania przyjąć na klatę jak prawdziwa kunoichi.
Kiedy mijałam sklepy, które mijam codziennie, widziałam spojrzenia, jakie rzucali w moją stronę miejscowi.
- Czy to ta, która nie zdała? – słyszałam szept jakiejś kobiety.
- Masz rację, ale nie tylko ona nie zdała. Ponoć połowa klasy Akio nie poradziła sobie z egzaminem.
- Ale przecież ona należy do tego sławnego klanu Akira, co nie? Przywódcy nie będą zadowoleni… - odpowiedziała jej.
- Hm, może i tak… W każdym razie, Akio powinien poczekać z tym testem do następnego roku, zdecydowanie są za młodzi, żeby zdawać.
Druga kobieta spojrzała się jeszcze raz na mnie ukradkiem.
- Nie sądzę. Z opowiadań Akio była zdolną uczennicą, więc byłam pewna, że egzamin jej się powiedzie… No w końcu należy do klanu Akira. O ile pamiętam, wszyscy z stamtąd pozdawali te wszystkie testy w wieku 8 lat. – westchnęła. – Jej ojciec był już chuuninem w wieku 13.
A więc to tak. Teraz cała wioska jest ze mnie niezadowolona. Ale co ja się im dziwię. Też bym się na ich miejscu po jedynej spadkobierczyni ich przywódców, spodziewała czegoś niesamowitego.
Z niechęcią zdałam sobie sprawę, że powoli moje oczy zapełniają się łzami, gotowymi lada chwila wypłynąć na zewnątrz.
Pobiegłam ile sił w nogach w kierunku domu, zostawiając plotkujące kobiety daleko w tyle.
Biegnąc, potknęłam się o wystający kamień, i moje prawe kolano, z minutą czasu pokryło się gęstą i czerwoną krwią.
- A niech to! Jeszcze tego brakowało! – zaklęłam pod nosem, siadając na zimnej ziemi.
Wyjęłam z torby bandaż, i owinęłam delikatnie wokół zgięcia. Przeklęłam, kiedy przez przypadek zahaczyłam o ranę.
-„No pięknie! Jak mogłam w ogóle sądzić, że będę ninja? Jeśli potykam się o własne nogi?!”- pomyślałam.
Kiedy dotarłam do domu, zdjęłam buty przed wejściem, i weszłam do kuchni.
Matka stała przy zlewie, i podśpiewywała sobie jakąś piosenkę pod nosem.
Na samym początku w ogóle mnie nie zauważała. Dopiero kiedy popukałam lekko w krawędź drzwi, odwróciła się z uśmiechem.
- O, kochanie, widzę że już wróciłaś. – podeszła do mnie. – I jak Ci poszło? I dlaczego to tak długo trwało?
Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, usłyszałam jakieś głosy w kuchni, i odgłos otwieranych drzwi.
- Skarbie, Ami już wróciła? Nie wiem czy to prawda, ale na mieście mówili, że ponoć nie zdała… Chciałem spytać się Akio, ale szkoła była już zamknięta. – zakrzyknął, po czym wszedł do pokoju.
Matka spojrzała się na mnie ze zdziwionym wyrazem twarzy, i po chwili przeniosła wzrok na ojca.
- Ami, to prawda? – zapytała się mnie.
Nic nie odpowiedziałam. W moich oczach pojawiły się łzy, i miałam ochotę uciec jak najdalej.
- Powiedz, proszę, że to nieprawda! – krzyknął ojciec, zamykając drzwi.
- Teuchi! Nie tak gwałtownie! – matka krzyknęła w jego stronę.
Ojciec bez słowa, usiadł przy stole, a mama podała mu do ręki kubek z kawą.
--------------------------------------
PS. czekam na Wasze opinie :) jeśli macie jakieś zastrzeżenia to piszcie! ;p
Tagi:
opowiadanie
21.08.2011 o godz. 14:24
komentuj (3)
gówniane troszkę , ale co ja poradzę . >.< nie mam talentu xd
-Ami! Wstawaj! Dzisiaj masz egzamin na genina! To ważny dla Ciebie dzień! – moja matka krzyknęła śpiewnym tonem, zdejmując ze mnie kołdrę.
Podniosłam tułów i ponownie naciągnęłam kołdrę na siebie.
Mimo, że na ten dzień czekałam mnóstwo czasu, nie miałam ochoty właśnie teraz, w ten zimny poranek, wstawać z tak ciepłego łóżka.
-Aminako! Chyba nie masz zamiaru opuścić tego egzaminu! – tym razem odezwała się trochę poważniejszym i groźniejszym tonem.
Jednak ja nie byłam taka posłuszna, jaką chciałaby moja matka, i nadal nie podnosiłam się z łóżka.
Nawet nie wiem dlaczego się nie podnosiłam, jakaś siła kurczowo mnie trzymała, i nie pozwała wyjść z tego pokoju, a co dopiero łóżka.
Tak jakby mnie ostrzegała przed tym dniem.
Po chwili usłyszałam kroki dobiegające zza drzwi, i po chwili ujrzałam zdenerwowaną twarz ojca.
-Aminako! Urodziłaś się w klanie Akira, nie po to, żeby teraz, w ten ważny dla Ciebie dzień, siedzieć w łóżku! – krzyknął.
Zapomniałam wspomnieć, że należę do najpopularniejszego i najsilniejszego klanu w całej Wiosce ukrytej w Piasku.
Nasz klan specjalizował się w ninjutsu, a dokładnie w wypuszczaniu trucizny z byle jakiego miejsca w ciele.
Oczywiście, najpierw musieliśmy wykonać mnóstwo gestów rękoma, żeby kontrolować truciznę i zaatakować nią przeciwnika.
-Aminako! – tym razem w moją stronę krzyknęła matka.
Wiedziałam, że są strasznie na mnie wkurzeni, bo jestem ich jedynym dzieckiem, i zarazem spadkobiercą wszelkiego majątku jaki posiada klan Akira.
Podniosłam się z lekko zaspanym wyrazem twarzy.
- No, i to właśnie jest moja córka. – ojciec z zadowolonym wyrazem twarzy uśmiechnął się szeroko.
Po chwili oboje wyszli z pokoju, a ja zaczęłam wykonywać wszystkie poranne czynności.
Kiedy weszłam do kuchni, rodzice już siedzieli przy stoliku, i jedli cicho śniadanie.
Prawdę mówiąc, u nas poranek wyglądał codziennie tak samo.
Ojciec czytał cicho gazetę, i nie wtrącał się w moje sprawy z matką, a matka rano robiła nam wszystkim śniadanie i zagadywała mnie jak tam jest w akademii, itp.
Jednak dzisiaj było coś inaczej. Nawet nie wiem co, ale rodzice mieli lekko zdenerwowany wyraz twarzy, i spoglądali co chwila na siebie, jakby coś przede mną ukrywali.
- O co chodzi? – zapytałam prosto z mostu.
Spojrzeli się na mnie ze zdziwieniem. Pewnie myśleli, że nie zauważam tych wszystkich znaków jakie do siebie puszczają.
- Coś przede mną ukrywacie? – ciągnęłam.
- Nie… nic takiego, kochanie. – matka uśmiechnęła się do mnie. – Jednak ojciec ma do Ciebie pewną sprawę.
Ojciec spojrzał się na nią ze zmartwionym wyrazem twarzy.
- Posłuchaj, Ami… a może już powinienem mówić Aminako? – zerknął na mnie.
Rodzice bez przerwy mówili na mnie Ami, chociaż moim pełnym imieniem jest Aminako.
Nie podobało mi się to, ponieważ zawsze myślałam, że imię „Ami” brzmi jakoś dziecinnie, i ciągle robiłam im za to awantury.
Po jednej z nich, obiecali mi, że jak uzyskam poziom genina, zaczną do mnie mówić moim pełnym imieniem.
I to właśnie był jeden z powodów, dlaczego chciałam ten dzień, żeby w końcu uzyskać opaskę Suny, i stać się geninem.
- Ależ kochanie… przecież Ami jeszcze nie uzyskała poziomu genina, mam rację? – matka puściła do mnie oczko.
Ojciec uśmiechnął się pod nosem, i upił łyk zimnej wody, stojącej obok jego śniadania.
- Tak więc, Ami… jako, że jesteś w klanie Akira, moim obowiązkiem jest nauczenie Cię techniki, w której specjalizuje się nasz klan, wraz z dniem w którym stajesz się geninem. – powiedział.
Może i to wydać się dziwne, ale ja mimo, że jestem jedną z najlepiej uczących się dzieci w akademii, jeszcze nie opanowałam, a raczej nie nauczyłam się najlepszej techniki klanu.
- Naprawdę?! – mimowolnie ucieszyłam się.
- Jak wrócisz dzisiaj z akademii, chcę Cię widzieć w lesie, w którym trenowali najlepsi.
Zawsze marzyłam, żeby stać się jedną z tych którzy byli elitą w naszej wiosce, dlatego aż ciarki mnie przeszły, kiedy dowiedziałam się, że będę trenować tam gdzie trenowali m.in. mój ojciec i największa elita.
Matka uśmiechnęła się szeroko, i naszykowała mi drugie śniadanie od razu, żebym miała na trening.
- Dziękuję. – powiedziałam, zabierając ze stołu dwa pudełeczka.
Kiedy wyszłam z domu, matka życząc mi szczęścia, machała do mnie zamaszyście.
Odmachałam jej z uśmiechem, i skierowałam się w kierunku akademii.
Na moje nieszczęście, akademia była jakiś kilometr od domu, więc musiałam przechodzić prawie całą wioskę.
- Ami, no nie mów, że Ty też masz zamiar dzisiaj zdawać. – Asuka, stojąc pod sklepem spożywczym, odezwała się do mnie wyzywającym tonem.
Asuka pochodziła z klanu Doshi, który zaraz po moim klanie, był najsłynniejszym w historii.
Mimo, że w czasie 2 wojny Shinobi, oba klany ze sobą współpracowały, i się przyjaźniły, nastąpiło później coś, co zerwało ich wszystkie więzi.
Klan Doshi okazał się być zdrajcą, i jako, że mój klan był silniejszy, przywódcę z klanu Doshi, skazano na śmierć.
Nie wiem dokładnie co się stało, ale z opowiadań rodziców, wywnioskowałam, że próbowali ukraść tajemniczy zwój z pieczęciami i technikami, który należy do mojego ojca, a wcześniej do elity wioski.
Od tamtego czasu, mój klan z klanem Asuki, zażarcie walczą o pozycję najsilniejszego klanu w wiosce, jednak co rok podczas wielkiego festiwalu, wygrywa klan do którego ja należę.
Asuka wiedziała, że należę do klanu Akira, więc nawet się ze mną nie zapoznając, skreśliła mnie i traktowała jak swojego największego wroga.
Nie byłam jej dłużna, i nie próbowałam się z nią w żaden sposób zakolegować, dlatego za każdym razem jak mnie przezywała, lub dogryzała w jakiś inny sposób, odpierałam tym samym.
- Wiesz, jak Cię zobaczyłam, też o tym pomyślałam. – odparłam spokojnie.
Przeszłam koło niej jakby nigdy nic. Oczywiście, ona zauważyła mój spokój, wyminęła mnie i stanęła naprzeciwko.
- Hm? – zapytałam.
- Idiotko, nie uważaj, że jeśli należysz do klanu Akira, wszystko Ci się uda. – powiedziała spode łba. - Ale chwilka, przecież Ty należysz do tego słabszego klanu, więc to jest już przesądzone… Żadnym sposobem nie uzyskasz opaski Suny.
Ominęłam ją bez słowa. Nie chciałam wyprowadzać się z równowagi, akurat w ten ważny dla mnie dzień.
A może to właśnie było jej celem? Żeby mnie zdenerwować, i żeby nic, zupełnie nic mi się dzisiaj nie udało?
- Co nic nie mówisz? Zabrakło Ci języka?
- Brak mi na Ciebie słów. – odparłam, i puściłam się biegiem.
Może to nie było najlepsze rozwiązanie z sytuacji, ale jeszcze chwila, jedno słowo wypowiedziane z jej ust, i bym ją zatłukła.
Przed szkołą stało już sporo adeptów. Każdy czekał ze zdenerwowaniem, odliczając czas do egzaminu.
Jedni rozmawiali z podekscytowaniem, drudzy ćwiczyli Kawarimi no jutsu, i Henge no jutsu, a jeszcze inni pochrapywali pod najbliższym drzewem.
Usiadłam na ławce, i westchnęłam głośno. Podniosłam podbródek, i zapatrzyłam się w chmury.
Nie mogłam uwierzyć, że już dzisiaj będę prawowitym ninja z wioski Piasku i, że będę miała długo oczekiwaną opaskę.
Dzisiaj również dowiem się, z kim będę w drużynie. Skrycie marzyłam, żeby być z Ichigo i Tanzo, bo oni są najbardziej utalentowani w akademii, ale nasz nauczyciel, Akio mówił, że nas tak pomiesza, żeby w każdej drużynie był i geniusz, i łamaga.
Przejrzałam jeszcze raz podręcznik ninja, dla upewnienia czy wszystko pamiętam i umiem.
Po chwili na placu pojawił się Akio, i zebrał nas wszystkich w jedną, solidną grupę.
- Słuchajcie, moi uczniowie. – powiedział, trzymając w ręku jakieś kartki. – Dzisiaj po raz ostatni jestem Waszym nauczycielem, a Wy moimi uczniami. – uciął.
Spojrzał się na kartki, uważnie lustrując je wzrokiem. Przejrzał je wszystkie po kolei, po czym kontynuował.
- Waszym egzaminatorem będę ja. Resztę wytłumaczę Wam w sali numer 3.
Zebraliśmy się w tej sali, w której codziennie mieliśmy lekcje w akademii.
Trochę mi się zrobiło smutno, jak ujrzałam „moje” miejsce w ławce, i w którym już nigdy nie usiądę, i nie będę się uczyć.
Akio-sensei usiadł na swoim miejscu, i zaczął jeszcze raz uważnie kartkować kartki które trzymał przed nosem.
- Hm… okej, to zaczynamy. – powiedział, podnosząc głowę i spoglądając na nas z uśmiechem. – Będziecie zdawać alfabetycznie.
Przełknęłam głośno ślinę. Wiedziałam, że ja jestem pierwsza na liście.
-„Tylko nie to! Nie mogę być pierwsza!” – pomyślałam.
Nagle wpadłam na znakomity pomysł. Podniosłam rękę, i czekałam, aż Akio-sensei w końcu ją zauważy.
- Akio-sensei! – krzyknęłam.
Wszystkie głowy odwróciły się w moją stronę.
- Tak, Ami? – spytał, patrząc na mnie z zaciekawieniem.
- Może niech sensei najpierw wytłumaczy o co chodzi w tym egzaminie, bo… - zaczęłam.
- No jasne! Panna „Wszystko umiem” przestraszyła się, bo właśnie ma być jej kolej na zdawanie, a ona nie wie o co chodzi. – Asuka powiedziała z chytrym uśmiechem.
- Nie! – odparłam, próbując zabić ją wzrokiem.
Akio-sensei wybuchł niepowstrzymanym śmiechem. Potem zakrył lekko dłonią usta, i chichotał pod nosem.
- Co sensei’a tak rozbawiło? – zapytałam z oburzeniem.
- Nic, nic. – odparł Akio-sensei. – Po prostu, przypominacie mi mnie i mojego największego wroga, jak byliśmy w Waszym wieku. No ale dobrze, rozumiem Cię Ami, że możesz się obawiać bo przecież jesteś pierwsza na liście, i dodatkowo nie wiesz, czego masz się spodziewać.
Przytaknęłam lekko głową, na co Asuka odpowiedziała głośnym parsknięciem.
- Phi! Prawdziwy ninja się niczego nie boi, choćby nie wiadomo co to było.
- Masz rację, Asuka, ale Wy jeszcze jesteście geninami, nie musicie szpanować swoją odwagą i siłą, bo jeszcze nie na to czas. – powiedział Akio-sensei. – A co do egzaminu, będziecie musieli przemienić się we mnie. – zaśmiał się.
-Ami! Wstawaj! Dzisiaj masz egzamin na genina! To ważny dla Ciebie dzień! – moja matka krzyknęła śpiewnym tonem, zdejmując ze mnie kołdrę.
Podniosłam tułów i ponownie naciągnęłam kołdrę na siebie.
Mimo, że na ten dzień czekałam mnóstwo czasu, nie miałam ochoty właśnie teraz, w ten zimny poranek, wstawać z tak ciepłego łóżka.
-Aminako! Chyba nie masz zamiaru opuścić tego egzaminu! – tym razem odezwała się trochę poważniejszym i groźniejszym tonem.
Jednak ja nie byłam taka posłuszna, jaką chciałaby moja matka, i nadal nie podnosiłam się z łóżka.
Nawet nie wiem dlaczego się nie podnosiłam, jakaś siła kurczowo mnie trzymała, i nie pozwała wyjść z tego pokoju, a co dopiero łóżka.
Tak jakby mnie ostrzegała przed tym dniem.
Po chwili usłyszałam kroki dobiegające zza drzwi, i po chwili ujrzałam zdenerwowaną twarz ojca.
-Aminako! Urodziłaś się w klanie Akira, nie po to, żeby teraz, w ten ważny dla Ciebie dzień, siedzieć w łóżku! – krzyknął.
Zapomniałam wspomnieć, że należę do najpopularniejszego i najsilniejszego klanu w całej Wiosce ukrytej w Piasku.
Nasz klan specjalizował się w ninjutsu, a dokładnie w wypuszczaniu trucizny z byle jakiego miejsca w ciele.
Oczywiście, najpierw musieliśmy wykonać mnóstwo gestów rękoma, żeby kontrolować truciznę i zaatakować nią przeciwnika.
-Aminako! – tym razem w moją stronę krzyknęła matka.
Wiedziałam, że są strasznie na mnie wkurzeni, bo jestem ich jedynym dzieckiem, i zarazem spadkobiercą wszelkiego majątku jaki posiada klan Akira.
Podniosłam się z lekko zaspanym wyrazem twarzy.
- No, i to właśnie jest moja córka. – ojciec z zadowolonym wyrazem twarzy uśmiechnął się szeroko.
Po chwili oboje wyszli z pokoju, a ja zaczęłam wykonywać wszystkie poranne czynności.
Kiedy weszłam do kuchni, rodzice już siedzieli przy stoliku, i jedli cicho śniadanie.
Prawdę mówiąc, u nas poranek wyglądał codziennie tak samo.
Ojciec czytał cicho gazetę, i nie wtrącał się w moje sprawy z matką, a matka rano robiła nam wszystkim śniadanie i zagadywała mnie jak tam jest w akademii, itp.
Jednak dzisiaj było coś inaczej. Nawet nie wiem co, ale rodzice mieli lekko zdenerwowany wyraz twarzy, i spoglądali co chwila na siebie, jakby coś przede mną ukrywali.
- O co chodzi? – zapytałam prosto z mostu.
Spojrzeli się na mnie ze zdziwieniem. Pewnie myśleli, że nie zauważam tych wszystkich znaków jakie do siebie puszczają.
- Coś przede mną ukrywacie? – ciągnęłam.
- Nie… nic takiego, kochanie. – matka uśmiechnęła się do mnie. – Jednak ojciec ma do Ciebie pewną sprawę.
Ojciec spojrzał się na nią ze zmartwionym wyrazem twarzy.
- Posłuchaj, Ami… a może już powinienem mówić Aminako? – zerknął na mnie.
Rodzice bez przerwy mówili na mnie Ami, chociaż moim pełnym imieniem jest Aminako.
Nie podobało mi się to, ponieważ zawsze myślałam, że imię „Ami” brzmi jakoś dziecinnie, i ciągle robiłam im za to awantury.
Po jednej z nich, obiecali mi, że jak uzyskam poziom genina, zaczną do mnie mówić moim pełnym imieniem.
I to właśnie był jeden z powodów, dlaczego chciałam ten dzień, żeby w końcu uzyskać opaskę Suny, i stać się geninem.
- Ależ kochanie… przecież Ami jeszcze nie uzyskała poziomu genina, mam rację? – matka puściła do mnie oczko.
Ojciec uśmiechnął się pod nosem, i upił łyk zimnej wody, stojącej obok jego śniadania.
- Tak więc, Ami… jako, że jesteś w klanie Akira, moim obowiązkiem jest nauczenie Cię techniki, w której specjalizuje się nasz klan, wraz z dniem w którym stajesz się geninem. – powiedział.
Może i to wydać się dziwne, ale ja mimo, że jestem jedną z najlepiej uczących się dzieci w akademii, jeszcze nie opanowałam, a raczej nie nauczyłam się najlepszej techniki klanu.
- Naprawdę?! – mimowolnie ucieszyłam się.
- Jak wrócisz dzisiaj z akademii, chcę Cię widzieć w lesie, w którym trenowali najlepsi.
Zawsze marzyłam, żeby stać się jedną z tych którzy byli elitą w naszej wiosce, dlatego aż ciarki mnie przeszły, kiedy dowiedziałam się, że będę trenować tam gdzie trenowali m.in. mój ojciec i największa elita.
Matka uśmiechnęła się szeroko, i naszykowała mi drugie śniadanie od razu, żebym miała na trening.
- Dziękuję. – powiedziałam, zabierając ze stołu dwa pudełeczka.
Kiedy wyszłam z domu, matka życząc mi szczęścia, machała do mnie zamaszyście.
Odmachałam jej z uśmiechem, i skierowałam się w kierunku akademii.
Na moje nieszczęście, akademia była jakiś kilometr od domu, więc musiałam przechodzić prawie całą wioskę.
- Ami, no nie mów, że Ty też masz zamiar dzisiaj zdawać. – Asuka, stojąc pod sklepem spożywczym, odezwała się do mnie wyzywającym tonem.
Asuka pochodziła z klanu Doshi, który zaraz po moim klanie, był najsłynniejszym w historii.
Mimo, że w czasie 2 wojny Shinobi, oba klany ze sobą współpracowały, i się przyjaźniły, nastąpiło później coś, co zerwało ich wszystkie więzi.
Klan Doshi okazał się być zdrajcą, i jako, że mój klan był silniejszy, przywódcę z klanu Doshi, skazano na śmierć.
Nie wiem dokładnie co się stało, ale z opowiadań rodziców, wywnioskowałam, że próbowali ukraść tajemniczy zwój z pieczęciami i technikami, który należy do mojego ojca, a wcześniej do elity wioski.
Od tamtego czasu, mój klan z klanem Asuki, zażarcie walczą o pozycję najsilniejszego klanu w wiosce, jednak co rok podczas wielkiego festiwalu, wygrywa klan do którego ja należę.
Asuka wiedziała, że należę do klanu Akira, więc nawet się ze mną nie zapoznając, skreśliła mnie i traktowała jak swojego największego wroga.
Nie byłam jej dłużna, i nie próbowałam się z nią w żaden sposób zakolegować, dlatego za każdym razem jak mnie przezywała, lub dogryzała w jakiś inny sposób, odpierałam tym samym.
- Wiesz, jak Cię zobaczyłam, też o tym pomyślałam. – odparłam spokojnie.
Przeszłam koło niej jakby nigdy nic. Oczywiście, ona zauważyła mój spokój, wyminęła mnie i stanęła naprzeciwko.
- Hm? – zapytałam.
- Idiotko, nie uważaj, że jeśli należysz do klanu Akira, wszystko Ci się uda. – powiedziała spode łba. - Ale chwilka, przecież Ty należysz do tego słabszego klanu, więc to jest już przesądzone… Żadnym sposobem nie uzyskasz opaski Suny.
Ominęłam ją bez słowa. Nie chciałam wyprowadzać się z równowagi, akurat w ten ważny dla mnie dzień.
A może to właśnie było jej celem? Żeby mnie zdenerwować, i żeby nic, zupełnie nic mi się dzisiaj nie udało?
- Co nic nie mówisz? Zabrakło Ci języka?
- Brak mi na Ciebie słów. – odparłam, i puściłam się biegiem.
Może to nie było najlepsze rozwiązanie z sytuacji, ale jeszcze chwila, jedno słowo wypowiedziane z jej ust, i bym ją zatłukła.
Przed szkołą stało już sporo adeptów. Każdy czekał ze zdenerwowaniem, odliczając czas do egzaminu.
Jedni rozmawiali z podekscytowaniem, drudzy ćwiczyli Kawarimi no jutsu, i Henge no jutsu, a jeszcze inni pochrapywali pod najbliższym drzewem.
Usiadłam na ławce, i westchnęłam głośno. Podniosłam podbródek, i zapatrzyłam się w chmury.
Nie mogłam uwierzyć, że już dzisiaj będę prawowitym ninja z wioski Piasku i, że będę miała długo oczekiwaną opaskę.
Dzisiaj również dowiem się, z kim będę w drużynie. Skrycie marzyłam, żeby być z Ichigo i Tanzo, bo oni są najbardziej utalentowani w akademii, ale nasz nauczyciel, Akio mówił, że nas tak pomiesza, żeby w każdej drużynie był i geniusz, i łamaga.
Przejrzałam jeszcze raz podręcznik ninja, dla upewnienia czy wszystko pamiętam i umiem.
Po chwili na placu pojawił się Akio, i zebrał nas wszystkich w jedną, solidną grupę.
- Słuchajcie, moi uczniowie. – powiedział, trzymając w ręku jakieś kartki. – Dzisiaj po raz ostatni jestem Waszym nauczycielem, a Wy moimi uczniami. – uciął.
Spojrzał się na kartki, uważnie lustrując je wzrokiem. Przejrzał je wszystkie po kolei, po czym kontynuował.
- Waszym egzaminatorem będę ja. Resztę wytłumaczę Wam w sali numer 3.
Zebraliśmy się w tej sali, w której codziennie mieliśmy lekcje w akademii.
Trochę mi się zrobiło smutno, jak ujrzałam „moje” miejsce w ławce, i w którym już nigdy nie usiądę, i nie będę się uczyć.
Akio-sensei usiadł na swoim miejscu, i zaczął jeszcze raz uważnie kartkować kartki które trzymał przed nosem.
- Hm… okej, to zaczynamy. – powiedział, podnosząc głowę i spoglądając na nas z uśmiechem. – Będziecie zdawać alfabetycznie.
Przełknęłam głośno ślinę. Wiedziałam, że ja jestem pierwsza na liście.
-„Tylko nie to! Nie mogę być pierwsza!” – pomyślałam.
Nagle wpadłam na znakomity pomysł. Podniosłam rękę, i czekałam, aż Akio-sensei w końcu ją zauważy.
- Akio-sensei! – krzyknęłam.
Wszystkie głowy odwróciły się w moją stronę.
- Tak, Ami? – spytał, patrząc na mnie z zaciekawieniem.
- Może niech sensei najpierw wytłumaczy o co chodzi w tym egzaminie, bo… - zaczęłam.
- No jasne! Panna „Wszystko umiem” przestraszyła się, bo właśnie ma być jej kolej na zdawanie, a ona nie wie o co chodzi. – Asuka powiedziała z chytrym uśmiechem.
- Nie! – odparłam, próbując zabić ją wzrokiem.
Akio-sensei wybuchł niepowstrzymanym śmiechem. Potem zakrył lekko dłonią usta, i chichotał pod nosem.
- Co sensei’a tak rozbawiło? – zapytałam z oburzeniem.
- Nic, nic. – odparł Akio-sensei. – Po prostu, przypominacie mi mnie i mojego największego wroga, jak byliśmy w Waszym wieku. No ale dobrze, rozumiem Cię Ami, że możesz się obawiać bo przecież jesteś pierwsza na liście, i dodatkowo nie wiesz, czego masz się spodziewać.
Przytaknęłam lekko głową, na co Asuka odpowiedziała głośnym parsknięciem.
- Phi! Prawdziwy ninja się niczego nie boi, choćby nie wiadomo co to było.
- Masz rację, Asuka, ale Wy jeszcze jesteście geninami, nie musicie szpanować swoją odwagą i siłą, bo jeszcze nie na to czas. – powiedział Akio-sensei. – A co do egzaminu, będziecie musieli przemienić się we mnie. – zaśmiał się.
Tagi:
opowiadanie
o mój Boże... jak to oglądałam, tak się zaryczałam, że całe pudełko z chusteczkami wykorzystałam. ;<
ja nie mogę, jeśli ja ryczę teraz, to co będzie jak będzie to w anime? boję się pomyślec...
jeszcze znając twórcę anime, dodadzą tam tą smutną piosenkę, która jest przy każdej smutnej sytuacji, i się zaryczę na śmierc. ;< mówiąc szczerze to chyba Itachi miał najsmutniejszą śmierc...
Tagi:
...
widzę, że chcecie czytac moje opowiadanie, więc jutro już pierwsza częśc. ;3
a teraz, żeby nie było smutno, dodam "coś" z Akatsuki. ;3
i te majteczki Deidary *o* [ale ze mnie zboczuch, no xd)
a teraz, żeby nie było smutno, dodam "coś" z Akatsuki. ;3
i te majteczki Deidary *o* [ale ze mnie zboczuch, no xd)
Tagi:
deidera
Mam do Was pytanie... chcecie, żebym zamieszkała na tym blogu swoje własne opowiadanie? ;-)
Tagi:
opowiadanie
W dzisiejszej not. dwie części zarąbistej parodii z Deiderą w roli głównej. ;3
podoba się? bo mi bardzo. ;>
podoba się? bo mi bardzo. ;>


















To wszystko. ^^ Kto według Was był najsłodszy jak był mały? ;3 Według mnie Kimuś, Sas, Itacz, Haku no i oczywiście Deideruś. :3
Tagi:
naruto kid
I ten Deidara biegający po łączce. *_______* (tak, wiem, jestem chora xd)
I może teraz jeszcze dodam zdjęcia Deidery, które wynalazła Nakashini, i na które po prostu nie mogę się napatrzec. ;D
;3
Najbardziej podoba mi się "Super bass" bo tam taki słodziutki, malutki Deidera był. :3
Najbardziej podoba mi się "Super bass" bo tam taki słodziutki, malutki Deidera był. :3
Tagi:
teledyski
Ohayo! ;3
W dzisiejszej notce chciałam podziękowac Nakashini, za podziękowania za podziękowania. xDD
Dobra, przejdę może do konkretów... przed chwilą na yt natknęłam się na 2 zarąbiste specjalne endingi z udziałem Saska i innych. xD
W dzisiejszej notce chciałam podziękowac Nakashini, za podziękowania za podziękowania. xDD
Dobra, przejdę może do konkretów... przed chwilą na yt natknęłam się na 2 zarąbiste specjalne endingi z udziałem Saska i innych. xD
Witam!
Dziękóweczka Nakashini i Akemi, za komentarzyki do poprzedniej notki. ;3
Zmotywowałyście mnie do napisania kolejnej notki!
Dzisiaj zaprezentuję śmieszną scenę z udziałem Hebi. xD Nie wiem jak Wy, ale ja się przy niej bardzo uśmiałam. ;p
Dziękóweczka Nakashini i Akemi, za komentarzyki do poprzedniej notki. ;3
Zmotywowałyście mnie do napisania kolejnej notki!
Dzisiaj zaprezentuję śmieszną scenę z udziałem Hebi. xD Nie wiem jak Wy, ale ja się przy niej bardzo uśmiałam. ;p
Tagi:
funny scene
team hebi
Aj, teraz pora na fotoszki naszego ulubionego Akatsuki. ;3
Szkoda, że już praktycznie nikt nie żyje. ;< Ale to co, dla mnie oni nadal żyją, i mają się dobrze. ;D
Szkoda, że już praktycznie nikt nie żyje. ;< Ale to co, dla mnie oni nadal żyją, i mają się dobrze. ;D
*__* Biedny Itaś, umarł tak młodo. :<
Team Taka, zajebisty opening. ;>
Team Taka, zajebisty opening. ;>
Arr, dziękuję jeszcze raz Akemi za komentarzyki. ;d
Teraz pora na 3 miejsce, czyli Sasori w roli głównej! ;D
Aj, ale on dziki! :3
Teraz pora na 3 miejsce, czyli Sasori w roli głównej! ;D
Aj, ale on dziki! :3
Hejka. ;d
Wczoraj pododawałam trochę nowych fotek do Deidary, a więc teraz kolej na miejsce 2 w moim rankingu, Itasia. ;p
Wczoraj pododawałam trochę nowych fotek do Deidary, a więc teraz kolej na miejsce 2 w moim rankingu, Itasia. ;p
Hej. ;d
Trochę się zapuściłam, ale to dlatego, że wyjechałam. ;d
Pozdrawiam ślicznie Akatsuki/Akemi, która napisała mi komentarz, i tym samym zmotywowała mnie do pisania notek. ;)
Dzisiaj zamieszczę trochę fotek Deidery vel Darka. xD
Mój śliczny! <3
Trochę się zapuściłam, ale to dlatego, że wyjechałam. ;d
Pozdrawiam ślicznie Akatsuki/Akemi, która napisała mi komentarz, i tym samym zmotywowała mnie do pisania notek. ;)
Dzisiaj zamieszczę trochę fotek Deidery vel Darka. xD
Mój śliczny! <3
Powracam!
Może za mną tęskniliście, może nie.
Ważne jest to, że polubiłam znowu Naruto, i to z podwojoną siłą!
Nie będę kasować poprzednich notek, bo to nie ma sensu.
Będę tutaj wstawiać moje najnowsze opowiadania, parodie, filmiki związane z naruto, i oczywiście fotki!
Może za mną tęskniliście, może nie.
Ważne jest to, że polubiłam znowu Naruto, i to z podwojoną siłą!
Nie będę kasować poprzednich notek, bo to nie ma sensu.
Będę tutaj wstawiać moje najnowsze opowiadania, parodie, filmiki związane z naruto, i oczywiście fotki!
Tagi:
powrót
Joł ( czyt.yo xD ) .
Ostatnio świruję na puncie Shikasia i może dlatego tak gadam <333
A szczególnie parkę Inoshika ;p
To teraz na pierwszy ogień pójdzie Parodia pt.Turniej szachów:
Uśmiałam się jak nie wiem przy tym <DDD Najlepsze było to:
-Miałeś ulepić bałwana a nie zrobić z wujka Edzia bałwana.
-To co,wujek Edzio zawsze był bałwanem ;d
Teraz Sailor Song w wykonaniu naszego ukochanego Akatsuki xd
A na sam koniec,nasza ulubiona parka w piosence Hey Juliet!
Jakby co to w tagach jak jest np. "Kiba" to bierzcie "kiba"
bo na tym z większych liter nic nie ma xD
Ogólnie wszystko co jest z dużej litery nie działa,więc bierzcie tą drugą wersję z małymi literami.
Ostatnio świruję na puncie Shikasia i może dlatego tak gadam <333
A szczególnie parkę Inoshika ;p
To teraz na pierwszy ogień pójdzie Parodia pt.Turniej szachów:
Uśmiałam się jak nie wiem przy tym <DDD Najlepsze było to:
-Miałeś ulepić bałwana a nie zrobić z wujka Edzia bałwana.
-To co,wujek Edzio zawsze był bałwanem ;d
Teraz Sailor Song w wykonaniu naszego ukochanego Akatsuki xd
A na sam koniec,nasza ulubiona parka w piosence Hey Juliet!
Jakby co to w tagach jak jest np. "Kiba" to bierzcie "kiba"
bo na tym z większych liter nic nie ma xD
Ogólnie wszystko co jest z dużej litery nie działa,więc bierzcie tą drugą wersję z małymi literami.
Hej! x333 .
Pewnie wasz ten tytuł troszeczkę zmylił,ale ostatnio mam jakieś pojechane pomysły ;pp .
A więc przejdźmy do sedna,Kiba i dziewczyna to nijaka Shizue!
Która w moim opowiadaniu pełni funkcję zdradzieckiej Aminako,która zrobi wszystko aby rozwalić wszystkie związki. >DDDDD
To taki jakby czarny charakterek,chyba ją wezmę do Akatsuki.<D
By był nawet niezły ubaw,może podejmę taką decyzję <33
( Nie wszystkie fotki się wgrały,przepraszam za utrudnienia XD)

Więc przez to że coś się schrzani jest tylko jedna fota ;(
Żeby notka nie była za krótka,dam jeszcze taką parodię,abyście przestali się smutać brakiem fot
Pewnie wasz ten tytuł troszeczkę zmylił,ale ostatnio mam jakieś pojechane pomysły ;pp .
A więc przejdźmy do sedna,Kiba i dziewczyna to nijaka Shizue!
Która w moim opowiadaniu pełni funkcję zdradzieckiej Aminako,która zrobi wszystko aby rozwalić wszystkie związki. >DDDDD
To taki jakby czarny charakterek,chyba ją wezmę do Akatsuki.<D
By był nawet niezły ubaw,może podejmę taką decyzję <33
( Nie wszystkie fotki się wgrały,przepraszam za utrudnienia XD)

Więc przez to że coś się schrzani jest tylko jedna fota ;(
Żeby notka nie była za krótka,dam jeszcze taką parodię,abyście przestali się smutać brakiem fot
O mały włos,aby się rzuciła na Shikamaru,w ostatniej chwili zatrzymał ją Gai.
-Dlaczego chcesz mnie zabić? I kto Ci to zlecił? - Shikamaru starał się utrzymać zimną krew.
-Widzę że jesteś odważny...-powiedziała i skrzyżowała z tyłu palce.
Jej oczy stały się znowu szkliste,a wszystko dookoła zapełniło się wodą.
-To jest jutsu imitacji wody...Marengan...No jasne! - krzyknął Neji.- Słyszałem o twoim klanie.
-Na serio? Prawie wszyscy ją znają oprócz mnie...-powiedział Lee,opuszczając głowę.
-Ty się teraz tak nie zamartwiaj jakąś głupią znajomością,ciesz się że jej nie znasz...-odparł Neji.
-Ale dlaczego? - krzaczastobrwiowy spojrzał się na kolegę.
-Lepiej,żebyś nie wiedział...-powiedział,i Lee się już więcej do niego nie odzywał.
Shikamaru uniósł się na wodzie,Aminako spojrzała się zdziwona,po czym się uśmiechnęła.
-Nie tylko przystojny,ale i zdolny... -powiedziała,a woda uniosła się jeszcze bardziej ku górze.
-Zawsze muszę walczyć z dziewczynami...-wyszeptał do siebie Shikamaru.-Jeśli tak sądzisz,to mogę pokazać Ci moje najlepsze jutsu?!
Shikamaru uklęknął,a jego ręce w szybkim tempie wykonywały różne znaki.
-Jutsu przejęcia cienia! - wykrzyknął,a czarny cień niczym wąż powędrował w kierunku przeciwnika.
-Eh,jak myślisz że mnie tym wykiwasz,to się mylisz.-krzyknęła.
Tchórzliwi ludzie uciekali z pola walki,a ciekawscy przyglądali się każdemu szczegółowi.
-Gai Sensei...Może podwstrzymasz ich? Tu są niewinni ludzie...-powiedziała cicho Hinata.
-Dobra,skończmy tą bezsensowną walkę...Mam dość.-powiedział Shikamaru,a jego ręce przestały wykonywać znak.
-A co się stało? Stchórzyłeś,czy może boisz się przegrać z dziewczyną?-powiedziała Aminako.
-Proszę,przestań.Zachowujesz się jak Ino i Tayuya razem wzięte...-powiedział,i machnął ręką.
-Od kiedy to oni są na 'ty'? - dziwił się Lee.
Gai rzucił w stronę Aminako kunai'em,ta się na niego spojrzała jak na bandytę.
-Co Ty wyprawiasz? To jest walka moja i jego...-krzyknęła i rzuciła w stronę Gai'a tym samym kunai'em.
Shikamaru wykorzystał te chwilę i zaatakował ją swoim jutsu.
-Mam cię! - krzyknął. - Chcesz się poddać?
-Nigdy! - krzyknęła,a cień powędrował w stronę jej szyi.- No dobra,poddaję się.
-Szybko poszło...-powiedział cicho Shikamaru i stanął na ziemi.
-Chodźmy do domów! Już się ściemnia...-powiedział Gai i wszyscy się rozeszli.
Następnego dnia,Tayuya wparowała do kuchni po czym szybko z niej wyszła.
-Ukon,zauważyłeś to co ja? - zapytał się Sakon swojego brata.
-Niby co? Że Jirobou je tyle i waży? - zapytał się,pękając śmiechem.
Sakon'owi wcale nie było do śmiechu,tak samo jak Jirobou który zamierzał zabić wzrokiem Ukona.
-Dobra,już się zamykam.-powiedział,z udawanym strachem.- To co miałeś na myśli?
-Tayuyi ostatnio nie ma zbyt często w domu.-powiedział i spojrzał się na wieszak.
Jak zwykle nie było tam płaszcza dziewczyny.
-To brakuje Ci jej? Według mnie jest nawet fajnie.-powiedział Kidomaru.
-Z wami to nie da się poważnie pogadać! Został mi tylko Kimimaro,ale on by wszystko wypaplał Orochimaru i zostałbym uznany za największego frajera.- Ciągnął.- A z Kabuto to tak samo jak z wami.
-Chyba nie masz zamiaru nas obrazić? Staramy się jak możemy aby tu z nią wytrzymać,ciesz się że jej jeszcze nie zabiliśmy.- powiedział śmiertelnie poważnie Ukon.
-Sakon ma rację,nie chcecie aby porównywano nas z tym świrem Kabuto? -zapytał się Kidomaru.
Każdy potrząsnął głową co znaczyło 'nie'.
-A więc,Sakon kontynuuj.-powiedział Kido,a wszyscy zamienili się w słuch.
-Myślę że kogoś ma.- tak jak się spodziewał,wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Nie mów że jesteś zazdrosny,och braciszku.-powiedział Ukon z politowaniem.
Wszyscy rechotali i śmiali się jak najęci,ten gwar obudził Kabuto.
-Co Wy tu dzieci wyprawiacie? Niektórzy jeszcze śpią...-powiedział,zakładając okulary.
-Tylko ty...-powiedział Sakon,chcąc jakoś zmienić temat,wiedział że chłopaki lubią się naśmiewać z Kabuto,ale tylko wtedy kiedy nie ma Orochimaru w pobliżu.
Kiedy już obrażony na cały świat Kabuto wyszedł z pokoju,a Kidomaru dalej kontynuuował rozmowę.
-Jak Ci na niej zależy,to zaproś ją na bal w sobotę,pomyśli że jesteś lepszy i bardziej się nią interesujesz...-doradził Kidomaru.
Nikt nie zauważył jak Tayuya właśnie wchodzi do domu.
Właśnie miała zdjąć kurtkę,gdy nagle usłyszała swoje imię i zaczęła podsłuchiwać.
-Kido,od kiedy Ty jesteś takim doradcą w miłości? - zapytał się Ukon patrząc na kolegę.
-No co,wiesz ile ja miałem takich przypadków,kiedy każda ode mnie uciekała bo widziała moje sześć rąk...? - zapytał się z ironią w głosie,unosząc swoje sześć rąk do góry.
Nikt nie zwrócił uwagi na pytanie Kidomaru.
-A więc? - spytał się Ukon,patrząc na zdezorientowanego Sakona.
-Jak wróci,pójdę z nią pogadać.Tak w cztery oczy! - skwitował.
Miał zamiar wyjść z pokoju,gdy nagle potknął się o Tayuyę.
-Oj...Nie wiedziałem że już wróciłaś...-powiedział,i zaczął drapać się w tył głowy.
-Co to miało znaczyć? O co chodzi z tą rozmową? - zaczęła się wypytywać.
Ukon widząc że coś idzie źle,przybiegł bratu z 'pomocą'.
-Tay,nie złość się.-powiedział kładąc rękę na ramieniu.- Sakon myśli że kogoś masz.
-I co go to interesuje?! - krzyknęła,jakby w korytarzu nie było Sakona.- Nie jego sprawa!
-No więc,dlatego chce Cię teraz zaprosić na bal w tą sobotę,dzięki temu bardziej go polubisz.-powiedział wszystko prosto z mostu.
Sakon spojrzał się na niego,ze wzrokiem pełnym mordu.
-Zamkniesz się? Wcale nie pomagasz! - krzyknął Sakon,a Ukon od razu się ulotnił.
-Chciałeś mnie zaprosić na bal?! Wybij to sobie z głowy! Myślałeś,że taki ktoś jak Ty zdobędzie ode mnie zgodę? Cha cha,śmieszny jesteś.-powiedziała i zostawiła zaskoczonego Sakona w korytarzu.
Tayuya położyła się na łóżku,i założyła na uszy empetrójkę.
Nagle ktoś zapukał do drzwi,nikt prawie nie wchodził do jej pokoju.
-Cześć,tu Kin. Mogę wejść? - nie czekała na odpowiedź,tylko od razu wparowała do pokoju.
-Coś się stało? - zapytała się Tayuya,zdejmując słuchawki.
-Wiele! Zachowałaś się podle w stosunku do Sakona! - krzyknęła.
-Powiedziałam tylko prawdę,nic więcej.
-No tak,przecież Ty nie potrafisz kłamać,ale chociaż mogłabyś pójść na ten bal i wszystko by było ok.
-A Ty skąd to wiesz? Pewnie Ci Zaku powiedział.-powiedziała i zaczęła wpatrywać się w sufit.
-Dlaczego chcesz mnie zabić? I kto Ci to zlecił? - Shikamaru starał się utrzymać zimną krew.
-Widzę że jesteś odważny...-powiedziała i skrzyżowała z tyłu palce.
Jej oczy stały się znowu szkliste,a wszystko dookoła zapełniło się wodą.
-To jest jutsu imitacji wody...Marengan...No jasne! - krzyknął Neji.- Słyszałem o twoim klanie.
-Na serio? Prawie wszyscy ją znają oprócz mnie...-powiedział Lee,opuszczając głowę.
-Ty się teraz tak nie zamartwiaj jakąś głupią znajomością,ciesz się że jej nie znasz...-odparł Neji.
-Ale dlaczego? - krzaczastobrwiowy spojrzał się na kolegę.
-Lepiej,żebyś nie wiedział...-powiedział,i Lee się już więcej do niego nie odzywał.
Shikamaru uniósł się na wodzie,Aminako spojrzała się zdziwona,po czym się uśmiechnęła.
-Nie tylko przystojny,ale i zdolny... -powiedziała,a woda uniosła się jeszcze bardziej ku górze.
-Zawsze muszę walczyć z dziewczynami...-wyszeptał do siebie Shikamaru.-Jeśli tak sądzisz,to mogę pokazać Ci moje najlepsze jutsu?!
Shikamaru uklęknął,a jego ręce w szybkim tempie wykonywały różne znaki.
-Jutsu przejęcia cienia! - wykrzyknął,a czarny cień niczym wąż powędrował w kierunku przeciwnika.
-Eh,jak myślisz że mnie tym wykiwasz,to się mylisz.-krzyknęła.
Tchórzliwi ludzie uciekali z pola walki,a ciekawscy przyglądali się każdemu szczegółowi.
-Gai Sensei...Może podwstrzymasz ich? Tu są niewinni ludzie...-powiedziała cicho Hinata.
-Dobra,skończmy tą bezsensowną walkę...Mam dość.-powiedział Shikamaru,a jego ręce przestały wykonywać znak.
-A co się stało? Stchórzyłeś,czy może boisz się przegrać z dziewczyną?-powiedziała Aminako.
-Proszę,przestań.Zachowujesz się jak Ino i Tayuya razem wzięte...-powiedział,i machnął ręką.
-Od kiedy to oni są na 'ty'? - dziwił się Lee.
Gai rzucił w stronę Aminako kunai'em,ta się na niego spojrzała jak na bandytę.
-Co Ty wyprawiasz? To jest walka moja i jego...-krzyknęła i rzuciła w stronę Gai'a tym samym kunai'em.
Shikamaru wykorzystał te chwilę i zaatakował ją swoim jutsu.
-Mam cię! - krzyknął. - Chcesz się poddać?
-Nigdy! - krzyknęła,a cień powędrował w stronę jej szyi.- No dobra,poddaję się.
-Szybko poszło...-powiedział cicho Shikamaru i stanął na ziemi.
-Chodźmy do domów! Już się ściemnia...-powiedział Gai i wszyscy się rozeszli.
Następnego dnia,Tayuya wparowała do kuchni po czym szybko z niej wyszła.
-Ukon,zauważyłeś to co ja? - zapytał się Sakon swojego brata.
-Niby co? Że Jirobou je tyle i waży? - zapytał się,pękając śmiechem.
Sakon'owi wcale nie było do śmiechu,tak samo jak Jirobou który zamierzał zabić wzrokiem Ukona.
-Dobra,już się zamykam.-powiedział,z udawanym strachem.- To co miałeś na myśli?
-Tayuyi ostatnio nie ma zbyt często w domu.-powiedział i spojrzał się na wieszak.
Jak zwykle nie było tam płaszcza dziewczyny.
-To brakuje Ci jej? Według mnie jest nawet fajnie.-powiedział Kidomaru.
-Z wami to nie da się poważnie pogadać! Został mi tylko Kimimaro,ale on by wszystko wypaplał Orochimaru i zostałbym uznany za największego frajera.- Ciągnął.- A z Kabuto to tak samo jak z wami.
-Chyba nie masz zamiaru nas obrazić? Staramy się jak możemy aby tu z nią wytrzymać,ciesz się że jej jeszcze nie zabiliśmy.- powiedział śmiertelnie poważnie Ukon.
-Sakon ma rację,nie chcecie aby porównywano nas z tym świrem Kabuto? -zapytał się Kidomaru.
Każdy potrząsnął głową co znaczyło 'nie'.
-A więc,Sakon kontynuuj.-powiedział Kido,a wszyscy zamienili się w słuch.
-Myślę że kogoś ma.- tak jak się spodziewał,wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Nie mów że jesteś zazdrosny,och braciszku.-powiedział Ukon z politowaniem.
Wszyscy rechotali i śmiali się jak najęci,ten gwar obudził Kabuto.
-Co Wy tu dzieci wyprawiacie? Niektórzy jeszcze śpią...-powiedział,zakładając okulary.
-Tylko ty...-powiedział Sakon,chcąc jakoś zmienić temat,wiedział że chłopaki lubią się naśmiewać z Kabuto,ale tylko wtedy kiedy nie ma Orochimaru w pobliżu.
Kiedy już obrażony na cały świat Kabuto wyszedł z pokoju,a Kidomaru dalej kontynuuował rozmowę.
-Jak Ci na niej zależy,to zaproś ją na bal w sobotę,pomyśli że jesteś lepszy i bardziej się nią interesujesz...-doradził Kidomaru.
Nikt nie zauważył jak Tayuya właśnie wchodzi do domu.
Właśnie miała zdjąć kurtkę,gdy nagle usłyszała swoje imię i zaczęła podsłuchiwać.
-Kido,od kiedy Ty jesteś takim doradcą w miłości? - zapytał się Ukon patrząc na kolegę.
-No co,wiesz ile ja miałem takich przypadków,kiedy każda ode mnie uciekała bo widziała moje sześć rąk...? - zapytał się z ironią w głosie,unosząc swoje sześć rąk do góry.
Nikt nie zwrócił uwagi na pytanie Kidomaru.
-A więc? - spytał się Ukon,patrząc na zdezorientowanego Sakona.
-Jak wróci,pójdę z nią pogadać.Tak w cztery oczy! - skwitował.
Miał zamiar wyjść z pokoju,gdy nagle potknął się o Tayuyę.
-Oj...Nie wiedziałem że już wróciłaś...-powiedział,i zaczął drapać się w tył głowy.
-Co to miało znaczyć? O co chodzi z tą rozmową? - zaczęła się wypytywać.
Ukon widząc że coś idzie źle,przybiegł bratu z 'pomocą'.
-Tay,nie złość się.-powiedział kładąc rękę na ramieniu.- Sakon myśli że kogoś masz.
-I co go to interesuje?! - krzyknęła,jakby w korytarzu nie było Sakona.- Nie jego sprawa!
-No więc,dlatego chce Cię teraz zaprosić na bal w tą sobotę,dzięki temu bardziej go polubisz.-powiedział wszystko prosto z mostu.
Sakon spojrzał się na niego,ze wzrokiem pełnym mordu.
-Zamkniesz się? Wcale nie pomagasz! - krzyknął Sakon,a Ukon od razu się ulotnił.
-Chciałeś mnie zaprosić na bal?! Wybij to sobie z głowy! Myślałeś,że taki ktoś jak Ty zdobędzie ode mnie zgodę? Cha cha,śmieszny jesteś.-powiedziała i zostawiła zaskoczonego Sakona w korytarzu.
Tayuya położyła się na łóżku,i założyła na uszy empetrójkę.
Nagle ktoś zapukał do drzwi,nikt prawie nie wchodził do jej pokoju.
-Cześć,tu Kin. Mogę wejść? - nie czekała na odpowiedź,tylko od razu wparowała do pokoju.
-Coś się stało? - zapytała się Tayuya,zdejmując słuchawki.
-Wiele! Zachowałaś się podle w stosunku do Sakona! - krzyknęła.
-Powiedziałam tylko prawdę,nic więcej.
-No tak,przecież Ty nie potrafisz kłamać,ale chociaż mogłabyś pójść na ten bal i wszystko by było ok.
-A Ty skąd to wiesz? Pewnie Ci Zaku powiedział.-powiedziała i zaczęła wpatrywać się w sufit.
Tagi:
Życie Naruto









































































































